Web Summit Lisbon 2016 – czy było warto?

Web Summit Lisbon 2016 – czy było warto?

„No one gives a shit when you complain, only other fucking losers around you” powiedział Gary Vaynerchuk w swoim szalonym wystąpieniu trzeciego dnia Web Summit w Lizbonie biorąc sobie do serca jego słowa, postanowiłam skupić się głównie na pozytywach.

 

Spróbuję tu kompaktowo podsumować 3 dni spędzone od rana do wieczora w przestronnych halach Expo, mieszankę kilkuset wykładów, paneli, warsztatów, spotkań z niezliczonymi rzeszami startupów i wiele spotkań towarzyskich zarówno w dzień jak i podczas night summit.

 

Dla fanów technologii

Paddy Cosgrave zorganizował w tym roku chyba największe na świecie wydarzenie dla fanów technologii, na którym udało mu się zgromadzić ponad 56 tys uczestników z kilkunastu krajów. I dlatego uważam, że należą mu się brawa. Z perspektywy osoby, która sama zajmuje się organizacją wykładów i konferencji w tej tematyce, jestem po Web Summit szczęśliwa, że te 56 tys przedsiębiorców, inwestorów, przedstawicieli agencji i domów mediowych, przedstawicieli trzeciego sektora, mediów i wielu innych miało szansę spotkać tych wszystkich mówców i poświęcić 3 dni na zanurzenie się w technologii.

 

Tegoroczna konferencja oprócz tego, że wielka była też wymagająca w stosunku do uczestników – większość wykładów i paneli trwała 15-20 minut i można było wybierać z co najmniej 5 różnych opcji w tym samym czasie. Logistyka stanowiła często o sukcesie, bo wybrawszy 2 wykłady w dwóch różnych końcach hali, można było na tym drugi zdążyć tylko na brawa.

 

Już ceremonia otwarcia uczyła pokory i dyscypliny – dowiedzieli się o tym Ci (jak ja), którzy przyjechali 10 min przed rozpoczęciem i …pocałowali klamkę. Do środka wpuszczono tylko 15 spośród prawie 40 tys chętnych więc zamiast w ciepłej sali na żywo oglądaliśmy rozpoczęcie imprezy marznąc pod telebimem.

 

Virtual Reality

We wtorek było już normalnie. Z mojej perspektywy najciekawszy pierwszego dnia był Mike Schroepfer, CTO Facebooka, który opowiadał o trzech, ważnych dla jego firmy, strategicznych obszarach: Connectivity, Artificial Intelligence i Virtual Reality, a na koniec pokazał jak Mark Zuckerberg zrobił sobie z żoną virtualne selfie.

 

Uwielbiany przez mnie Prof. Andrew Mcaffe z Garym Marcusem z Geometrici Intelligence i Tomem Dotan’em z The Information odbyli świetną rozmowę o rynku pracy w niedalekiej przyszłości i o tym czy i jak szybko zastąpią nas roboty. Na scenie startupowej udało mi się jeszcze zobaczyć pół dobrego warsztatu Saalima Chowdhurry z 500 startups o tym jak skutecznie przyspieszać wzrost młodych firm. I to tyle na pierwszy dzień – na wiele wykładów się nie dostałam, kilku nie słyszałam ze względu na kiepską akustykę przy tak dużym tłumie ludzi, a panele były tak przegadane, że trudno było coś z nich ciekawego zapamiętać. Całkiem sporo wykładów było też po prostu słabych – płytkich, oczywistych i bardzo miernie zaprezentowanych.

 

Nauczka dla prelegentów? Warto się wyróżnić i być ciekawą alternatywą dla maila w telefonie. Nauczka dla słuchaczy? Warto zaplanować wcześniej gdzie i co chce się zobaczyć i być na miejscu przed tłumem – lepiej pójść na kilka świetnych wystąpień siedząc w pierwszych rzędach niż kilkunastu nie dosłyszeć lub się na nie nie dostać.

 

Korzystając z tych doświadczeń drugiego dnia przyszłam z bardzo konkretnym planem co i gdzie chcę zobaczyć. Zdecydowałam się głównie na wystąpienia, rezygnując z paneli nawet jeśli temat wydawał się ciekawy. Zazwyczaj prelegenci znacznie lepiej przygotowują się do wystąpień niż paneliści i bardziej trzymają się tematu i ta konferencja właśnie to pokazała. Dzięki takiej strategii drugiego dnia zobaczyłam sporo ciekawych prezentacji. Począwszy od wystąpienia „Hobbots and Havocs” Marka Wilsona z Aviva – który udowodnił, że firma z 320 letnim doświadczeniem potrafi być świetnym transformatorem wyznaczającym standardy rozwoju rynku w swoim obszarze. Bardzo mi się też podobał Wiliam Sargent z Framestone, który pokazywał pierwsze na świecie grupowe doświadczenie wirtualnej rzeczywistości gdzie nieświadome niczego dzieci na wycieczce szkolnej zamiast jechać po zwykłej drodze, dzięki specjalnie przygotowanemu autobusowi, zwiedzały Marsa (warto zobaczyć).

 

Nierozwiązane problemy

Scott Rickard z Salesforce, matematyk pracujący wcześniej dla FBI, pokazywał rózne strategie pracy z nierozwiązywalnymi problemami. Jeśli interesują Was dane i analityka to polecam Christiana Beedgena z sumo logic i jego wykład „Machine data for the masses”. Podobał mi się też Chris Lewicki z Planetary Resources, który mówił o tym jak ważną rolę w naszej przyszłości pełni kosmos. Nawiasem mówiąc firma ta szuka teraz w Europie „asteroid miners”:-). Wykład o połączonych danych i Alexie , Wernera Vogellsa z Amazona też był bardzo ciekawy, choć nie nadawał się dla początkujących. Na wykład Sonnego Vu z Fossil Group „Nine lessons learnt from failure” dostałam się dopiero pod koniec, bo taka była kolejka do wejścia. Po tym co zobaczyłam po wywalczeniu sobie miejsca na tym wykładzie – kilka zgranych tekstów typu : „buduj biznes nie tylko produkt” czy „minimalizuj koszty eksperymentowania” i prowadzący bez charyzmy – żałowałam, że zamiast dać się zmiażdżyć w kolejce, nie poszłam zjeść.

 

Trzeci dzień należał całkowicie do Gary’ego Vaynerchuka, który nie dość , że mówił o rzeczach z którymi wszyscy się zgadzali, to jeszcze zafundował dużej scenie tak ogromną ilość energii, że uczestnicy zachowywali się jak na koncercie rockowym, a nie na internetowej konferencji. Polecam bardzo ten wykład, bo nawet jeśli to wszystko to już wiecie, to energia Gary’ego i soczystość jego wypowiedzi to show, którego nie można ominąć.

 

Potem był jeszcze interesujący i również energetyczny B. Boni Gough o świecie mobile ujawniając przytłaczające fakty takie jak ten, że millenialsi uważają telefon komórkowy za ważniejsze niż dezodorant i szczotka do zębów…

 

Kompletnie nieciekawa okazała się blogerka Meredith Foster, która ma 4,7 mln fanów na Youtube, a w sali w której było 600 osób była sztuczna i jak sama twierdziła czuła się speszona i zdenerwowana.

 

Joe Wade z agencji Don’t panic London w wykładzie „Comedy and Creativity” nie powiedział nic co kogokolwiek by rozśmieszyło oraz nie pokazał nic kreatywnego ze swojej własnej twórczości – jedynie rzeczy, które wszyscy już znamy jak „dolar shave club”. Szkoda, że taki suchar na zakończenie konferencji.

 

Podsumowując – na pewno było kilka świetnych i przełomowych rzeczy, których nie zdołałam zobaczyć, było kilka świetnych rzeczy, na których udało mi się być i zainspirować, na pewno spróbuję kilku z wykładowców których tam poznałam sprowadzić do Polski na Digital University i na pewno wrócę jeszcze do Lizbony choć pewnie prywatnie i raczej po to by powłóczyć się trochę po uliczkach i spróbować wyśmienitych portugalskich specjałów.

 

To oczywiście moja własna opinia na temat tej konferencji i na koniec znów zacytuję tu Gary’ego Vainerchuka: Don’t take abybodys opinion – try this shit! A kolejny web summit już za rok i też w Lizbonie.

No Comments

Sorry, the comment form is closed at this time.

Konferencje Program Digital University łączy w sobie operacyjny know-how, studia najlepszych pionierskich przypadków oraz praktykę liderów branży i wiedzę akademicką. ZJAZDY
Nasza fundacja Rozwijamy zdolności innowacyjne w organizacjach i pokazujemy możliwe ścieżki rozwoju ich obszarów i ich biznesu w świecie zdominowanym przez technologię. O NAS
Na blogu Rozwijamy zdolności innowacyjne w organizacjach i pokazujemy możliwe ścieżki rozwoju ich obszarów i ich biznesu w świecie zdominowanym przez technologię. BLOG
Edukacja Wszystkich prelegentów Digital University łączy pasja dla innowacyjności i potrzeba dzielenia się świeżą, unikalną wiedzą. PRELEGENCI
Nasza fundacja Rozwijamy zdolności innowacyjne w organizacjach i pokazujemy możliwe ścieżki rozwoju ich obszarów i ich biznesu w świecie zdominowanym przez technologię. O NAS
digital-dev_mosaic-b_